Time to say goodbye….

Podjęłam decyzję.  Róże zostaną zamknięte…
Nie, nie opuszczam Was zupełnie.  Tylko zmieniam kanał.
Ten blog już wypełnił swoje zadanie a ja idę dalej.
To miejsce zostanie jako archiwum a za kilka chwil wkleję tu link z nowym adresem.
Dziękuję Wam że czytaliście i mam nadzieję, że zostaniecie ze mną dalej na blogowej drodze.
Uśmiech: )

Zaklinamy wspomnienia.

Jak Wasze wakacje?  Mam nadzieję, że wspaniale.
Ja już po urlopie a w zasadzie z powrotem w przyjemnym ale rytmicznym marszu codziennych zajęć.
Lato zawsze kojarzyło mi się ze zwalnianiem,  rozkoszowaniem się chwilami, nocnym życiem,  spędzaniem dni całych na dworze,  podróżami i tęsknotą za nimi. Uwielbiam ten lekko dekadencki klimat wakacji i dlatego staram się jak najdłużej zachować ten stan wewnątrz siebie.
Mam taki mały trik: wybieram coś,  co przypomina mi lato i jesienią a często jeszcze i zimą używam tego,  by wabić miłe wspomnienia. Takim zaklinaczem letniego nastroju były już perfumy,  bransoletki,  ulubiony drink,  a w tym roku,  w myśl potrzeby upraszczania-herbaty,  które przywiozłam z sobą z kilku miejsc naszej podróży,  które lubię.
Teraz, gdy za oknem zaczyna robić się jesiennie, kubek wakacyjnej herbaty jest idealny…
image

Ze względu na dietę (6sty tydzień bezcukrowej wg Sarah Wilson) i malutką,  wybrałam różne mieszanki ziołowe oraz roiboos. Wszystkie ekologiczne i pyszne. 
Samo parzenie herbaty, a później chwila skupienia nad nią, przenosi mnie z powrotem na wakacyjne ścieżki spokoju i równowagi.
image

Śniadanie mistrzów – budyń marchewkowy / sugar free, vegan

Dziś rano rozpanoszył się na moim podniebieniu i podbił serce me….
Budyń z marchewki ♥

image

Przepis na 2 filiżanki / wersja Thermomiksowa (plus analogowa w nawiasie)

1,5 szklanki mleka migdałowego / u mnie homemade, więc bez dodatków cukru i konserwantów
2 średniej wielkości marchewki
2 łyżeczki mąki ziemniaczanej
Łyżeczka sproszkowanej wanilii lub 1/2 laski wanilii
Oraz do podania:
2 łyżki prażonych wiórek kokosowych
kilka jagód
… lub co chcecie

Marchewki myję i rozdrabniam 5sek/obr 5 (trę na tarce o grubych oczkach)

Dodaję szklankę mleka migdałowego i sproszkowaną wanilię lub miąższ z połowy waniliowej laski gotuję 20min/100st/obr 1 ( gotuję na małym gazie pod przykryciem 20min mieszając co jakiś czas)

W międzyczasie w pół szklanki mleka migdałowego rozpuszczam 2 łyżeczki mąki ziemniaczanej i po 19 min wlewam do gotujacej się marchewki -Thermomiks dalej miesza, na koniec miksuję wszystko razem już bez podgrzewania 30sek/ obr 4-> 6
(bez Thermomiksa najpierw blendujemy blenderem ręcznym marchew z mlekiem na gładką masę,  a później nieustannie mieszając i podgrzewając dodajemy mleko wymieszane z mąką i mieszamy do uzyskania budyniowej konsystencji)

Dekorujemy czym chcemy : )
Smacznego!

Wakacyjne sztuczki.

Wiadomo,  na wakacjach mało się chce,  a dużo się nie chce.  Takie prawo wakacyjnego czasu. Ale by nie wypaść zupełnie z rytmu zdrowia i nie zatracić się w urlopowej labie polecam Wam moje 3 sztuczki:

1. Trening. U mnie być musi i nie ma zmiłuj,  ale ponieważ z każdej strony kuszą przyjemności i milion innych rzeczy,  które właśnie na wakacjach się robi,  trening wakacyjny to pigułka.  U mnie właściwie dwie-jedna rano, by się rozruszać,  druga wieczorem. Bardzo lubię krótkie sety dynamiczniejszej jogi np. Strala Yoga by Tara Stiles (fajny kanał na YouTube)

2. Jedzenie. By nie psuć tego, co buduję cały rok, jeśli tylko mogę, na wakacjach dużo gotuję i jem bardzo zdrowo. Pauza to czas by w skupieniu i ku radości wszystkich wkoło przetestować nowe przepisy!

3. Przyjemnostki. Pozostając w duchu zachowania jedzeniowego balansu, jeśli zdarzy mi się jakaś nadliczbowa wizyta w restauracji lub drink czy niespodziewana przekąska, zastępuję nią jeden z posiłków.

image

I szafa gra. Miłych wakacji; )

Sztuka powolności w tempie codzienności. Jak wybierać, w co inwestować swój czas i energię.

Obiecałam Wam już dawno ten post,  ale przyznam,  że dopiero teraz,  z rocznym maluchem,  pytanie,  jak ogarniać i nie być tylko „koniem pociągowym” swojej codziennosci, nabiera głębokiego wymiaru….

Być może rozczaruję Was bo to nie jest tekst o tym jak rozciągnąć dobę lub robić kilka rzeczy na raz. Raczej skupię się na tym, jak WYBRAĆ, co ważne i na czym warto spędzić czas…

Jak wiecie, lub nie, przez prawie dekadę (uuu, brzmi serio …) byłam super specem, pracowałam jako producent i człowiek od komunikacji w firmach i instytucjach, cały ten czas uczyłam tańca, rozwijając swoje studio, budując markę – byłam tancerką i choreografką, a także zajmowałam się swoją drugą wielką pasją – sztuką. Pod koniec owej „dekady” część tych funkcji scaliłam w projektach, a później okazało się, że będę mamą…
Przez te lata przetestowałam wiele metod organizacji czasu, aplikacji „to-do”, zapisałam kilkadziesiąt notesów i byłam super-smart. Jednak mimo to wszystko najważniejszą nauką z historii sukcesów i upadków, frustracji i euforii było: TRZEBA WYBIERAĆ.
Bo inaczej wszystko pędzi i ma ten sam smak (zazwyczaj kawy i innych zasilaczy), bo w pełni nie czerpiemy z tego, co nas spotyka, tylko „zaliczamy” kolejne stacje w kalendarzu, bo „więcej” nie znaczy „lepiej”, mimo, że świat zachęca nas do udziału w maratonie zdobywania rzeczy, doświadczeń, poruszeń.
Jestem pewna, że 5 lat temu uznałabym ten tekst za bzdury. Dziś jestem pewna.
Na czym polega „WYBIERANIE”?
To jak filtrowanie swojej rzeczywistości przez sito, o właściwie dobranej grubości oczek… a oto kilka przekonań, które pomagają wybrać właściwe i mieć satysfakcję zamiast poczucia braku.

NIE WSZYSTKO JEST DLA WSZYSTKICH. Poznanie swojego gustu i kodów estetycznych, smaków, potrzeb jest najcenniejszą samowiedzą. Tak naprawdę unicestwia dylematy. Świadomość swoich „ulubionych” i obserwowanie ich powolnej ewolucji, często sublimacji, to jak czytanie siebie.
Jeśli WIEM, CO LUBIĘ, nietrafione zakupy, niepewność, czy iść do kina na …. czy spędzić wieczór z przyjaciółmi lub książką, nie zdarzają się. Pamiętajcie tylko, że do poznania siebie potrzebna jest przestrzeń na samoobserwację i kontakt z sobą. To wydarza się w ciszy i nie-działaniu, a nie w pędzie.

MOŻLIWOŚCI JEST ZAWSZE WIĘCEJ NIŻ PRZESTRZENI DO ICH REALIZACJI. Nie można mieć wszystkiego i nie warto się tym martwić.

TO, CO MAM, JEST WARTOŚCIOWE. Obok chęci rozwoju, dokonywania zmian i transgresji, umiejętność cieszenia się z tego, jak żyję, co mam i kim jestem, jest największym motorem szczęścia. Warto znaleźć te swoje punkty, a jeśli ich nie ma, jak najszybciej zabierać się do zmiany tego stanu.

DROGA JEST RÓWNIE WAŻNA, JAK CEL. Szczególnie, że cel jest często tylko cząstką całego procesu i uszczęśliwia nas na chwilę, a droga do jego osiągnięcia zajmuje nasz czas, pieniądze, zdrowie, nasze życie. Jeśli jest niezgodna z naszym wnętrzem, jak osiągnięty poprzez nią cel może cieszyć?

TY WIESZ NAJLEPIEJ, CO JEST WAŻNE. To jest zgodne z Twoim systemem wartości, marzeniami i dążeniami. Dziś do naszej głowy trafia mnóstwo pragnień, które nie są nasze-kreują je media, mody… Pamietaj, to tylko opcje, DO WYBORU!

Gdy staniesz przed kolejnym dylematem lub kolejnym tygodniem „niemożliwym” w swoim kalendarzu, zapytaj siebie o to, co wybrać, czy wszystko co „musisz”, musisz naprawdę, czy to realizuje Twoje cele i daje Ci szczęście???

Za jakiś czas napiszę Wam jeszcze, jak, już po selekcji zorganizować się, by być efektywnym, wypoczętym i szczęśliwym: )
image

Święto każdego dnia / dziś też może być Dzień Mamy!

Wczoraj zasypiając pomyślałam, że mój pierwszy dzień mamy skończył się za szybko.  Podzieliłam się tą myślą z J a on mi na to, że jutro też mogę mieć dzień mamy.  Dziś o 6.00 gdy pod moją pachą poruszyły się małe nogi,  to była pierwsza myśl: TAK święto jest też dziś,  może być codziennie!

Już od dawna w najbardziej zawalone czy skomplikowane w kalendarzu dni, staram się znaleźć choć kwadrans na to, co przyjemne albo dające satysfakcję. To taka mantra, bo bardzo nie chciałabym znielubić swojej pięknej codzienności. Skoro życie jest DZIŚ, to DZIŚ ma być wspaniałe i takie, jak chcemy my, nie da się go zastąpić najpiękniejszą wizją jutra, jeśli dziś jest nam źle.

Zachęcam do małych codziennych celebracji-godzina sauny, szybka kawa w ulubionej kawiarni, kwadrans ze sciszonym telefonem i książką, wspaniałe śniadanie przed dniem pełnym wyzwań…

Też tak robicie? Jeśli nie, spróbujcie : )

image

Pauzowanie jako sposób na (lepsze) życie.

To nie będzie pochwała stoicyzmu czy promocja apatii. O nie! Ale chcę się z Wami podzielić metodą, która w życiu tętniącym wydarzeniami, wzruszeniami, obowiązkami i nawykami, pomaga nie stracić swojego kursu z oczu.

Pauzowanie, zaprzestanie, przerwa, nie-działanie. Mało popularne dziś, raczej kojarzące się z porażką, niemożnością lub lenistwem. Tymczasem to niezwykle cenny i totalnie gratisowy autocoaching. By go przeprowadzić, potrzebujemy tylko trochę silnej woli, szczyptę dystansu do siebie i świata oraz gotowość do podsumowania siebie i swojego działania w sposób prawdziwy, uczciwy…

Na pewno znacie stan zmęczenia, zniecierpliwienia wszystkim, co wokół, pędu i poczucia, że codzienność złapała nas w swoje szpony zobowiązań i deadlineów. Wtedy najwspanialsze działanie nie cieszy, na nic nie czekamy z podekscytowaniem i generalnie, marzymy by wszystko dało nam spokój…

I wówczas czas na plan B!
Ja robię tak, że gdy stan pędu nie mija a ja już z frustracji fukam na wszystko i wszystkich, robię stop. Gdy mam niepewność lub wątpliwość i do tego mętlik w głowie, staram się zrobić pauze i spojrzeć na temat z odległości fizycznej lub mentalnej. Wyrywam z kalendarza wszystko co nie jest niezbędne, wyciszam telefon i idę spać lub na spacer (w zależności od stanu ciała). Czasem siadam w medytacyjnej ciszy, choć nie zawsze to możliwe. Czasem idę potańczyć lub potrenować. Wyciszam gonitwy myśli i kurczowo chwytam sie obecności tu i teraz. Gotuję, robię sobie spa lub sprzątam. Czekam aż wnętrze się zharmonizuje, a decyzje czy impulsy do działania przyjdą do mnie same.

Gdy przestaję działać mogę dopiero sprawdzić co tak naprawdę to moje działanie daje mi, innym, co zmienia i czy odnosi swój skutek, czy mi go brakuje i czy chcę do niego wrócić, czy brakuje go innym, czy może jego brak daje ulgę lub radość. Zaprzestanie może być progiem do zmiany albo naszym motywatorem by do działania wracać i w nim trwać mimo pewnej jego niewygody czy niedoskonałości.

To jak symboliczna podróż – gdy czas przeznaczony na działania codzienne, zastepujesz czymś innym. Jak bardzo może Cię to odświeżyć i poukładać Twoje wnętrze? Na mnie działa bardzo.

I może brzmi jak banał, ale jestem przekonana że z takich małych spraw i decyzji zbudowane jest nasze poczucie szczęścia i zadowolenia ze swojego życia!

Przy okazji, ten post wyjaśni Wam też ostatnią przerwę w blogu… i pewnie każdą kolejną też : )

image

Po 6 dniach

Dziś poczułam już działanie oczyszczania. Pierwszy ból głowy rano. Ale cera coraz jaśniejsza a brzuch coraz lżejszy.
Picie wody w takich ilościach też jest ciekawe, samopoczucie jest zupełnie inne.
Nadchodzi lekkość : )
Miłej soboty. Ja właśnie w drodze na balet przez deszczowy marcowy poranek a w głowie wspomnienie snu o moim ukochanym mieście : )
image