Rok temu wstałam z kanapy i już się nie wyprostowałam… mój kręgosłup powiedział definitywnie DOŚĆ wylądowałam na oddziale neurologicznym, z którego uciekłam, potem 10 lekarzy, kręgarze, zastrzyki, w końcu 6 tygodni kliniki rehabilitacyjnej, wracanie do normalnego chodzenia i bezbolesnego ruchu, a potem prawie rok sumiennych ćwiczeń i prób. W międzyczasie zamknęłam poprzednie studio SUENOS – moją szkołę flamenco, w czasie jej hossy, rozstałam się z marzeniem życia, w międzyczasie rozważyłam, że nie chcę operacji kręgosłupa, nauczyłam się dbać o siebie i odpoczywać, zatrzymałam się…

Dziś jestem w trakcie kursu instruktorskiego metody PILATES, jeszcze w tym roku otworzę małe studio zajmujące się takim ruchem!!!

PILATES był, poza solidną kreatywną fizjoterapią, moją mocą zdrowienia kręgosłupowego a także fascynacją tak silną, że stał się pasją i stanie się kolejnym pozytywnym działaniem w świecie, taka anty-pracą:) Przekuwam swoją słabość w siłę i cieszę się, że ludzki umysł i ciało są na tyle elastyczne, że umieją przejść taką sytuację i rozwinąć się w niej jeszcze bardziej. Bo były chwile, gdy myślałam, że to już koniec szczęścia i swobody, że ból nigdy nie minie, a ciało nie wyprostuje się…

Nauczyłam się, że czasem mocno trzeba upaść by zmienić kierunek… ale 9 miesiącach przerwy ponownie otworzyłam SUENOS, w międzyczasie uwolniłam się od „ciężaru” jego prowadzenia jako „biznesu” i z tą lekkością wiedzie się mi jeszcze lepiej niż wcześniej, w czasach pełnego zdrowia. Może jeszcze w tym roku wrócę na scenę a do tego zyskałam nowe sfery inspiracji: pilates, biznes, PR i sztuka, od których chciałam się zupełnie już odwrócić, oddać je tańcowi…

Złamałam się by wstać mocniejsza. To cudowne doświadczenie, sprawiające, że czuję się w świecie jeszcze bezpieczniej. Wiem, że „złe” zdarzenia tworzymy sami – interpretując w ten sposób życie. I oczywiście, płakałam i wątpiłam, byłam wściekła, okropna i załamana. A dziś jestem szczęśliwa i bogatsza o konfrontację z jednym z moich głównych (jako tancerki) lęków: „a co będzie, jak mi się coś stanie?”.

Spotykam ciekawych ludzi, uczę się i rozwijam, ćwiczę i cieszę. I na kwiecień i maj 2011 patrzę jak na szkołę, którą musiałam odebrać i już. Najważniejsza nauka: NIE STAWIAĆ ŻYCIU OPORU…

Niedługo więcej o rodzącej się koncepcji Morning Movement Pilates Studio i mojej miłości do „machania nogami”: )

Reklamy