Dieta oczyszczająca, na której jestem, od 3 dnia wzwyż zaczyna przypominać weganizm minus kasze/zboża i minus herbata/kawa.

Po 2 surowych i tylko owocowych (w moim przypadku nie do końca-zobacz day 2) dniach następuje powrót do warzyw i ciepłego jedzenia. Planowo powinno być tak:
ŚNIADANIE: sok z cytryny/pomarańczy z wodą plus owoc / owoce
OBIAD: surówka warzywna z kiełkami, pestkami, ew kroplą oliwy, minimum przypraw, szczególnie soli
KOLACJA: warzywa gotowane lub duszone
W MIĘDZYCZASIE: owoce
ORAZ herbatka NINGHONG (3-4 razy dziennie)

Niestety, główną okołodietową dolegliwością (poza skórnymi wypryskami) w moim przypadku okazało się ZIMNO, które zmusza mnie do szukania ciepłego jedzenia. Stąd moja pierwsza modyfikacja: ZUPY – KREMY, ale bardzo pure. Wczoraj był KREM POMIDOROWO-MARCHEWKOWY, a dziś KREM MARCHEWKOWO-PAPRYKOWY. Oba przyrządzone z ugotowanych na parze warzyw, które miksuję w blenderze, rozcieńczam wodą i gotuję z łyżeczką oliwy, soli i pieprzu oraz świeżym imbirem i siekaną bazylią. Pachną jak słoiczkowe jedzenie dla maluchów, ale działają cudnie.

Więc po modyfikacji dzień 3 i 4 wyglądały tak:
ŚNIADANIE: sok z pomarańczy i cytryny z wodą, koktajl z jednego (banan) lub kilku (banan+melon+kiwi) owoców plus woda mineralna. Koktajl zmielony w blenderze to takie małe auto-oszustwo, że jem coś innego niż owoce.
LUNCH: mała miseczka zupy kremu z prażonymi bez oliwy płatkami migdałów
OBIAD: sałatka z sałaty/rukoli, kiełków i ziarenek słonecznika oraz avocado
KOLACJA: gotowane na parze kalafior/brokuł plus ziemniaki
a do tego w między czasie max owoców i mnóstwo wody / herbatki Ninghong.

szykuję już kolejne przepisy, by wytrwać następne 6 dni. Sądzę, że zróżnicowanie potraw z ograniczonej palety składników, jakie zezwala jeść ta formuła oczyszczania i fun – pozytywne odczucia związanie z kreacją nowego, to warunki wytrwania w tej diecie, bo sztampa oznacza tu nudę plus lekki niedosyt, a to nie pomaga. Zresztą od 2 dni MARZĘ O ŚWIEŻUTKIEJ BUŁCE LUB CHLEBIE ; )

Samopoczucie? Lżej, słabiej (co bywa trudne, kiedy częścią życia codziennego jest nauka tańca lub inny sportowy ruch), na razie minus 2 kilo, choć dla mnie nie jest to celem. Do tego buzia w małych krostkach – uczulenie na cytrusy lub faktycznie oczyszczanie. Wspaniały sen. Satysfakcja i totalne ( w moim przypadku) skupienie na jedzeniu… i tęsknota za kawą…

Ciekawa jestem, jak nadchodzące dwa świąteczne dni mi miną, gdy na stole znajdą się serniki, mazurki i inne pyszności. Ale jestem przygotowana… Jak? to w następnym poście:)))

Advertisements