Tagi

, , , , ,

Nie świętuję, ale lubię w tym czasie spędzać czas z najbliższymi, kiedy nie dzwoni budzik ani telefon komórkowy, można 2 dni nie oglądać komputera i nic się nie wydarza… Zawsze staram się delikatnie dać do zrozumienia rodzinie, że szanuję święconki i choinki ale że usiądę do stołu dla nich, nie dla tradycji, która nie brzmi mi w sercu… Cóż, bywa z tym łatwiej lub trudniej, ale zazwyczaj się udaje. W tym roku niestety nieco przesadziłam: na diecie w święta?! Nie zjesz sernika? jajka? ehhh, lekko nie było… wyposażyłam się jednak w prowiant i cierpliwości i przetrwałam w oczyszczaniu kolejne dwa dni. Wszyscy wiedzą, że jestem freakiem, więc w zasadzie ich świat nie został zburzony ; P

Za to miła odmianą i ukłonem (jak sądzę) w kierunku mojego ADHD i mojego i J (hiper) aktywnego trybu życia była propozycja, by poniedziałek świąteczny spędzić na wycieczce! Piesza wędrówka po szlakach turystycznych rezerwatu Doliny Baryczy, to jest to! Cudne widoki, natura, szczęśliwy pies… i minimum czasu za stołem, polecam : )
LOVE : ) wracamy tam z J. lada dzień by przejechać cały rezerwat na naszych mini-składakach, które mieszczą się do Smarta ; ) relacja i foto będzie na pewno : )

A teraz DIETA… Day 5 & 6…
zaczynam się przyzwyczajać już do jedzenia kilogramów warzyw i owoców… w zasadzie mogłabym tak żyć, choć brak czekolady, kawy i chleba… Konieczne jest picie jak największej ilości płynów. Woda, zioła lub Rooibos, który nie jest herbatą, a działa super-nawilżająco na skórę i śluzówki…

Zupełnie spontanicznie wyszło mi ciekawe wielkanocne menu:
– zamiast ciast: sałatka owocowa na potęgę!!! można zjeść jej dużo, koi głód słodyczy, dostarcza wody, jest super!
– zamiast jajek itp na śniadanie wielkanocne: sałatka warzywna z gotowanych ziemniaków, pietruszki, groszku, marchewki i ogórka konserwowego (to pewnie zabronione, ale cóż;P) – wyczyn mojej Macochy doskonale zaspokoił głód potraw charakterystycznych.
– zupy kremy: marchewka króluje, u mnie z prażonymi na sucho płatkami migdałów, cud!
– warzywka gotowane na parze: brokuł, ziemniak, kalafior, fasolka szparagowa
– kolacyjnie: tu dzisiejszy wynalazek, do ulepszenia i sfotografowania jutro: sałata z gruszką, morelą, płatkami migdałów i sosem miodowo-cytrynowym… mniam.
Więc można. Po świętach czuję się wypoczęta jak po dłuuugaśnym weekendzie, lekka i bardzo pozytywnie naładowana. Może to jest sposób: oczyszczanie na czasy trudne gastronomicznie (nie cierpię kilkudniowego biesiadowania i jedzenia z automatu, bo wszyscy wcinają, uważam, że to skrajnie zamulający sposób spędzania czasu, a o dobre samopoczucie po nim trzeba walczyć kilka dni)… Na pewno jest jakiś środek między moją (dla większości dziwną, lub wręcz groźną) dietą a spuchniętym brzuchem po 2 dniach świąt. To do opracowania przy kolejnej okazji. Takie zen jedzenia: )

 

Reklamy