Wiosna a czasem nawet lato na całego! Uwielbiam ten czas, kocham ciepło, wieczorne włóczęgi, rower, bogactwo zapachów i smaków!!! Jednym z moich hobby wiosną jest chodzenie na zakupy po jedzenie, a dokładniej po warzywa i chwilkę potem po owoce!
Feria smaków i zachcianek powoli zaczyna mnie opanowywać i choć żałuję, że również w mojej pracy ten czas w roku to wysoki sezon (pracuję 2 razy więcej niż w zimie i mam mniej czasu na gotowanie, ale też mogę mniej spać:P), rzucam się w wir smaków i smaczków…
Dziś polecam więc:

SZPARAGI!!!!!!!! pierwsze w tym roku moje świeże szparagi przybyły w ilości 8 kilogramów z Monachium w walizce mojej „teściowej”… jedliśmy je tydzień i jeszcze troszkę zamroziłam. Szparagi niemieckie są bardzo duże, ale mięciutkie, białe, grubaśne i lekko słodkie. CUD! teraz zaczynam przegląd polskich odmian i na pewno zamrożę ich jak najwięcej – na krem ze szparagów w środku zimy! a co:)

Szparagi gotowane z masłem, zapiekane szparagi pod beszamelem i mozzarellą, lasagne ze szparagami, zupa krem ze szparagów z ravioli szpinakowymi, zupa ziemniaczano – szparagowa, … to mój skromny repertuar, jak macie jakieś prze-przepisy, piszcie, chętnie posmakuję. Szczególnie że najlepszy sezon szparagowy w PL nie potrwa długo…

SZPINAK… nie do końca jeszcze ogólnodostępny (mówię o tym polskim szpinaku sezonowym o dużych liściach, nie o szpinaku Baby będącym w stałej sprzedaży), ale już pojawiający się…
Mi do szczęścia ze szpinakiem potrzebne jeszcze … truskawki, czekam na moment by powtórzyć zimowe olśnienie kulinarne (spotkane w pewnym warszawskim lokaliku) – SAŁATKĘ Z RUCOLI, SZPINAKU, TRUSKAWEK I PISTACJI pod miodowym balsamico. Tylko, lub AŻ TYLE!!! dla mnie totalna orgia smaków!

ROWER I RUCH, choć nie są do jedzenia, w moim przypadku wiążą się z nim absolutnie (i tu złośliwi zadają pytanie: a co w Twoim życiu nie wiąże się absolutnie z jedzeniem???!). Związek jest nad wyraz prosty RUCH=GŁÓD oraz RUCH=NIETYCIE : ) I z tej drugiej zasady wyrasta mały hedonizm… dogadzanie sobie:)
Na przykład dziś wieczorem upieczone CIASTO CZEKOLADOWE i nowa kawa z lokalnej, wrocławskiej wypalarni: ETIOPIA…
Ciacho: 1 kostka masła, 1 tabliczka czarnej FairTradeowej czekolady, 1 szklanka brązowego cukru (też FairTrade) – można zastąpić 2/3 szklanki miodu, ale wtedy nie dajemy wody, 6 łyżek czarnego kakao, kropla (1/6 szklanki) wody, 1 szklanka razowej mąki pszennej, 3 jaja od kury wolnowybiegowej, wiórki kokosowe/skórka pomarańczowa/chilli, 45 minut czasu.

Rozpuszczamy masło, czekoladę, cukier, kakao i wodę na malutkim ogniu w garnuszku, mieszamy na klarowną, gęstą masę. Po ostudzeniu dodajemy 3 żółtka i ew bakalie czy dodatki, mieszamy, zalewamy tym mąkę i dodajemy pianę z 3 białek. Pieczemy do 40 minut – nie dłużej, bo wyschnie!!!

Jeśli macie jakieś wątpliwości co do wiosenności tego ciasta, to z całą pewnością zapewniam, że jest wiosenne, bo… CUDOWNIE WYGLĄDA PRZY NIM BEZ (prezent od serdecznej znajomej) ; )


no i cherry on the top lub coffee on the table: ETIOPIA z wypalarni z Cafe Borówka we Wrocławiu. Jak zobaczyłam wybór kaw z tej kameralnej wypalarni, od razu postanowiłam, że po kolei wypróbuję WSZYSTKIE! kocham kawę i jestem od niej nieźle uzależniona, więc fun jest podwójny, Zapytałam sprzedawczynię, co poleca na początek i tak spotkałam ETIOPIĘ: 100% arabiki z kwiatową (?) nutką. Kawa dość łagodna, nie dla tych, którzy lubią w espresso właśnie goryczkę i uderzenie w głowę, to mieszkanka raczej do smakowania i delektowania się, jest bardzo harmonijna. Smakuje (szczególnie z miodem z kwiatów pomarańczy!), choć to kawa na około południa, dla mnie zbyt mało intensywna na poranek. Ale dobra. Polecam szczególnie Paniom:)


ETIOPIA + CIASTO CZEKOLADOWE będą moimi towarzyszami poranka przed wyprawą do Krakowa: ) Ruszam na egzamin o którym już zaraz, może nawet jutro, lub w niedzielę: ) do-bra-noc: )

Reklamy