wczoraj wróciliśmy z Krakowa gdzie zostałam Instruktorka Metody Pilatesa !!!! o moich dalszych pilatesowych planach za chwilę, mam nadzieję że lada dzień pokażę Wam logo nowego studia!

tymczasem Kraków ; ) Heh, to dla mnie wciąż miasto nierozpoznane, nauczyłam się już po nim jeździć autem, wiem mniej więcej gdzie co i jak tylko pomyślę, że już je znam, zaskakuje mnie zupełnie…

Jeść w Krakowie…
A najpierw w drodze do Kr – najszybszy miks z zawartości lodówki: ananasy, kanapki, ravioli ze szpinakiem i pesto, antipasti, orzechy, morele, ehh. To w końcu 2 godziny w autku ;P

Już w Kr mam swoje miejsce, gdzie zawsze, ale to zawsze zaglądam, nauczyłam się tam stołować jeszcze na studiach, gdy w Kr robiłam szkołę terapeutów Gestalt…. Tanio, 100% vege, bez chemii, samo ziarno, warzywa i przyprawy, to co uwielbiam. MOMO – bar wegetariański na Dietla. Zawsze tłumny i zawsze pełen good food…
Od lat zawsze surówki, niektóre nawet zgapiam na codzień i pełne menu co najmniej kilkanaście potraw z ziaren, ryżu, kaszy i polskich warzywek. Do tego
lemoniady, świeże soki i pyszne ciasta.

Mój obiad: THALI – 3 dania w jednym, zawsze nieco inne:  )

image

Tym razem jednak, ponieważ były okazje (nasz pierwszy od kilku miesięcy wspólnie wyjechany weekend i mój zdany egzamin) szukaliśmy czegoś wyjątkowego… Ale nie było to proste: J mówi „chodźmy gdzieś, gdzie czuć Kraków”, ja mówię „zaeksperymentujmy!”. I wszędzie, gdzie się zatrzymywaliśmy, wybór vege dań ograniczał się do kuchni włoskiej i opcjonalnie smażonego sera… (chętnie, ale jemy tego duuuużo!) ehh… Zrezygnowani byliśmy skłonni ulec w końcu grillowanym camembertom, ale… wypatrzyliśmy na pewnej uliczce ludzi na leżakach i zrobiło się nam swojsko ( u nas w KLUBIE na tarasie to stały widok). Tak znaleźliśmy LOVE KROVE & RADAR ART GALLERY! I na naszą „odświętną” kolację pochłonęliśmy vege-burgera z kotletem z cieciorki, sałatę, pieczone ziemniaki i popiliśmy Mate ; P po cygańsku ; )

Jedzenie znakomite, proste i świeżutkie. Dodatkowym „posiłkiem” było jedno z najbardziej bezpretensjonalnych wnętrz, jakie ostatnio odwiedziłam. Szok dla zmysłów był taki, że pierwszych kilka minut po prostu siedziałam i się wgapiałam, lubię tak: )
więc my też LOVE KROVE – swoją drogą miejsce modne, patrząc po ilości likeów na FB, nice, Wrócę tam na pewno kupić obraz z autkami : )

Nasze eskapady zawsze upływają pod znakiem poszukiwania kawy. Mamy totalnego świra na tym punkcie i dobrze nam z tym, więc miasta i wsie testujemy poszukując espresso idealnego… a tam, gdzie  wiemy, że go nie ma zabieramy nawet własne ekspres nesppresso… freaks ; ) Kawa dobra w cafe w MOCAKu. I wnętrze w sam raz do delektowania się espresso, czysty, słoneczny minimalizm. Lustrzane stoliki to jest to. Wada: poza kawą i niewielkim wyborem alkoholi i coca colą, nic…
Beton jak w naszym Muzeum, fajnie i pusto, niestety…

Za to tuż przed wyjazdem za to trafiła mi się uczta zakupowa… nie starałam się, więc galerie handlowe omijałam z daleka, ponieważ mam w zasadzie wszystko, co jest mi potrzebne, ale … włoski butik ze starą witryną skradł me serce i fragment zasobów na koncie… DAVVERO BOUTIQUE na Sławkowskiej.

Ciuchy niezwykłe, wiele zbyt dla mnie glamour, ale perełki też. Uwielbiam wyszukiwać takie niby – basic rzeczy ze smaczkiem… Wróciłam ze złotymi spodniami „dresowymi” i koralowo – czarnymi sandałami, a wciąż jeszcze myślę o koralowej torbie, ehhh…. ale warto było. Ubrania absolutnie niepowtarzalne i wspaniałej jakości. Poza stylem i polotem mega-obsługa… super – cierpliwa, nienamolna i zorientowana. I widać, że pewna tego, co sprzedaje – ogromny plus. Wracam tam jak tylko Kr znów znajdzie się na mojej trasie! Ciuszki pokażę w kolejnym poście.

a teraz idę odsypiać wyprawy ; ) dobranoc…

Advertisements