Jak Wam pisałam ostatni i bieżący tydzień upływają mi pod znakiem pracy i sztuki. Dlatego nie ma na blogu cd z local food. Ale będzie znów już wkrótce 😉
Mimo to wciąż staram się w ukradzionych biegowi momentach dobrze jeść i dbać o swoją formę i life – balance. Moje bento stały się na razie mega -uproszczonymi kompozycjami zapasów i dużo jem na zewnątrz…

image

Sałatka owocowa i wafle kukurydziane – zestaw niezawodny.

image

image

Krem marchewkowy i „smaczne” wnętrze w Dinette… To wogóle fajne i świeże miejsce, aspirujace do stworzenia lokalnej kuchni – obiecują zmieniać menu wraz z sezonami na produkty. Mniam. Będę śledzić na pewno. Małe menu ale znośne ceny. Jest dobrze tam zjeść;)

image

image

I inspiracja z Dinette: deser z marcarpone, truskawkami, prażonymi płatkami migdałów i miętą w domowym wydaniu.

Drugie miejsce do polecenia to właśnie rozkręcająca się francuska kuchnia w La vie en rose u przyjaciół w Galerii na Czystej.

image

Mój absolutny typ numer 1: sałatka z cykoria, roquefort, jabłkiem i orzechami. Mniam. (fot. Leszek Kobylański).

image

I zupa paprykowo – serowa. Jedyna tak pyszna… (fot. Leszek Kobylański) Menu francuskie bardzo bogate. Super fondue i creme brule.

Amatorzy french cuisine powinni sprawdzić to niebanalne miejsce. Za barem właściciele, ceny w karcie absolutnie za niskie jak na taką jakość !!!

A ją wracam do gotowania już po weekendzie tymczasem Art !

image

Reklamy