Miała być dieta oczyszczająca, a jest 5 pełnych posiłków dziennie i min. 7 godzin snu… Zostałam ślimakiem i chyba trochę nim pobędę…

Już dawno wymyśliłam sobie, że: czerwcowy zasuw – potem urlop – potem powrót i działam dalej plus robię coś dla siebie – letni detoks… Ale nie mogło się chyba udać.

Urlop – 10 dni w tym 3 zupełnie out (góry, brak łączności) – pokazał mi że jestem zajechana całym minionym rokiem i tylko pozwolił puścić resztki „rusztowania” które trzymało mnie w pionie. Jeszcze tuż przed wyjazdem poszłam na prawie dwugodzinny masaż do mojej ukochanej Pasji, więc mięśnie puściły dosłownie… I jestem „specjalnej troski” : ) jem więcej niż J, nie daję rady wstawać „na głowę” – mimo budzika moje ciało przebudza się ostatecznie dopiero gdy wstawać już muszę, nie gdy sobie wymyślę. Na szczęście z przyjemnością wstaje na mój poranny pilates : )

Walka z sobą nie ma sensu… Tak było z oczyszczaniem. Postanowiłam, zaczęłam i wieczorem byłam w tak fatalnym stanie (niedobrze, okropny ból głowy, myślałam że zemdleje…), że zdawało się że się rozchoruję : ( próby przekonania siebie, że „to jest dobre” nic nie dały…

Poddaje się więc i nie żałuję… Chciałabym znów umieć dokładnie i w ciszy słuchać siebie… I nad tym pracuję. I spokojnie czekam na kolejne „chcę” czy „potrzebuję” że środka. To jest NAJWAŻNIEJSZE. I już : )

Szczególnie, że to, co w naszym wnętrzu to to samo, co spotyka nas w zewnętrzu. Nasz stan i nastawienie tworzy nasz stan”świat”…

Więc na razie pozdrawiam że świata ślimaków. Powoli się znów rozpędzam ; )

image

Reklamy