W ostatnich dniach tak zainspirowałam się kolejnym tekstem na blogu TheMinimalists, że postanowiłam wejść na wyższy level praktyki minimalizmu…

Od dość dawna, w sposób napadowo – spontaniczny co prawda, robię czystki w szafach… często jednak zniechęca mnie ogrom rzeczy, które mieszkają w naszym domu oraz fakt, że nie wszystko mogę czy chcę wyrzucić. Mam wiele wciąż dobrych i użytecznych przedmiotów, z których część trafia ze mną na swap czy do sklepu dobroczynnego, ale inna część wraca na półki, tyle, że spakowana i podpisana – do oddania…

Pomyślałam więc, że skoro nauczyłam się i wciąż doskonalę się w nienabywaniu w nadmiarze, to gdy powoli i małymi krokami zacznę czyścić swoją przestrzeń, za jakiś czas osiagnę podobny efekt i jest większa szansa na to, że nie utknę w połowie drogi.

Plan, zresztą zasugerowany przez mojego „wirtualnego mentora” jest prosty ale wymagający … codziennie przez najbliższe 30 dni (a tak naprawdę myślę o 100 dniach!) będę świadomie pozbywać się jednego przedmiotu. Gdy będzie do wyrzucenia, wyrzucę, jeśli będzie dobry do użytku, znajdę mu nowego właściciela, który uzna, że przyda mu się ta rzecz. Myślę, że ewentualne trudności mogą tkwić w konsekwencji i regularności działania, ale podejmuję wyzwanie : )
zaczęłam dziś – wyrzuciwszy 2 pliki starych magazynów do kontenera na papier… Może jutro coś spróbuję oddać ? : )

Reklamy