Zaskoczył mnie ostatnio komentarz znajomej osoby na temat My Roses Are Red … „fajny blog , ale chyba mało sprzedażowy …?” : )))))))))
Heh… gdybym chciała zarabiać na blogu, pisałabym o modzie albo tylko o gotowaniu. Roses to mój notatnik z podróży w kierunku jak najprostszego życia, pełnego wspaniałych chwil i lekkości, wolności … czytają go przyjaciele , klientki mojego studia tańca i pilates oraz ludzie poszukujący prostoty … o sprzedaży trudno tu wogóle pomyśleć … w końcu skupiam się na zdrowym, lokalnym, wege jedzeniu , jestem na zakupowej diecie i buduję klasyczną , ponadczasową bazę w swojej szafie, do jego chce mieć coraz mniej i tak żyję i wybieram : ) cóż mogłabym reklamować ? : )

Aby pozbyć się wszelkich wątpliwości , chciałabym podzielić się z Wami moimi sposobami na niekupowanie, upraszczanie i wzbogacanie :
+ czasem wystarczy pożyczyć … biblioteka i mediateka wróciły do łask – odświeżyliśmy naszą kartę do miejskiej mediateki, kosztowało to chyba 30 pln za pół roku i dzięki temu mamy kilka razy w tygodniu nowe płyty i filmy oraz książki bez kupowania i wypożyczania w komercyjnych wypożyczalniach
+ wymieniam się – na przedmioty i usługi. W zasadzie moim marzeniem jest dojść do momentu, w którym wszystkie załatwiam barterowo. Na razie tak mam z masazami i spa, opieką fizjoterapeuty oraz projektami graficznymi… i na kolejne jestem open : ) ją w zamian oferuję moje umiejętności – treningi tańca i ruchu , czasem pomoc PRową … takie usługi smakują inaczej, jest w nich bowiem niezwykła przyprawa – relacje z ludźmi , coś nie-do-kupienia, są też nieco bardziej skomplikowane , wymagają podmiotowego , osobowego traktowania i to lubię …
+ robię świadome przerwy w zakupach, dotyczy to ubrań , rzeczy do domu , dodatków , kolorowych kosmetyków , wszelkich akcesoriów , książek , etc. Od 2 lat przez pierwszy kwartał roku mam dietę zakupową. Takie doświadczenie w fajny sposób odzwyczaja od myślenia w kategoriach „chcę mieć”. Myślę , że od tego roku ponowię ten zwyczaj jeszcze na okres jesieni
+ zastepuję – gdy już decyduję się na kupno czegoś , pozbywam się czegoś innego. Poświęciłam w ostatnich miesiącach wiele czasu na oczyszczanie szaf , szuflad , domu w ogóle i chcę ten przyjemny efekt utrzymać
+ planuję – tygodniowe menu w taki sposób, by nie wyrzucać nic i używać rzeczy lokalnych, zakupy raz na jakiś czas, by minimalizować wizyty w sklepach i zajmowanie się kupowaniem
+ bardzo dużo gotuję – w zasadzie w naszym koszyku zakupowym znajdują prawie tylko produkty nieprzetworzone , dużo pieczemy, sami robimy słodycze, pasty do chleba, chutneye itp, nosimy też z sobą jedzenie, a posiłki poza domem traktujemy jak dodatkową atrakcję, dokładnie wybierając miejsce i robiąc sobie święto
+ w zasadzie nie korzystam z promocji. Szczególnie takich na zasadzie kup 4, a 5 gratis lub kup za tyle i dostaniesz zegarek. To tylko znów zasypuje nas niepotrzebnościami
+ nie kupuję prasy dla przyjemności , czasem do pracy , czytam online , w salonach prasowych , kawiarniach
+ czasem wolę nie przyjąć zlecenia zawodowego , gdy grozi ono totalnym zagęszczeniem obowiązków, bo życie slow jest tańsze , zdrowsze i pełniejsze. Muszę mieć czas na długie godziny w kuchni , podróż rowerem czy pieszo zamiast autkiem i powrót do domu na obiad … nuda ? Dla mnie nie. Po 7 latach hipertempa zawodowego nie…

I czuję , że życie zyskuje swoją mięsistość , gdy mam na nie czas i je pielęgnuje. To wspaniałe odkrycie : )

Advertisements