uff, jeszcze 3 dni… w zasadzie 2…
na koniec ból głowy, ogromna chęć jedzenia chleba i picia kawy…
choć w sumie jest nieźle. Widać i czuć efekty…
podobno moja cera świeci : ) mam dużo energii i ciało jakby się nieco całe push-up. Całą dietę mam lekki brzuch (może poza kilkoma epizodami napchania się suszonym mango ;P) i nie mam podrażnień skóry (to najfajniejsze).

mam też już oczywiście listę rzeczy, które zjem / wypiję, jak skończę dietę, czyli wszystko ze mną gra 🙂 z wniosków osbistych, sprawdziłam, że odstawienie serów zrobiło mi wspaniale. I chyba nie w zupełnie radykalnym weganizmie, ale w wegetarianizmie z tendencją do weganizmu pozostanę (wyjątki, do których tęskno: naleśniki z mascarpone, pizza i parmezan).

lubię w dietowaniu eliminacyjnym to, że trzeba się czasem pogimnastykować, jak zjeść coś o takim a takim smaku, który zaspokoi jakąś zachciewajkę. Moje odkrycia np. ciast z kuchni raw (Machina Organika) oraz kombinacje przeróżnych smaków w koktajlach porannych dają duzo frajdy.
Kolejne fajne odkrycia za mną.

nie będę rozpisywać ostatnich dni jeszcze, bo przede mną porządki w lodówce przed wyjazdami, więc trudniej planować. Na pewno dobrym rozwiązaniem dla tych z Was, którzy potrzebują menu jest powrót do pierwszych dni i skopiowanie menu wybranych dni z 1-7.

Proces oczyszczania jeszcze trwa, masaże i łaźnia parowa wyciągają z ciała resztki. a ja spokojnie czekam i cieszę się, że robię coś dla siebie… codziennie ; )

little by little

 

Advertisements