Niby się staram nie przykładać zbyt wielkiej uwagi, a przede wszystkim nadziei do wszystkich końców i początków, symbolicznych momentów, etc… ale jednak… myśl o końcu roku i początku nowego tłucze mi się już od kilku tygodni po głowie… czytam, co pisałam w zeszłym roku siedząc na sofie w krakowskim mieszkaniu znajomych, rozmyślam, jak jest tym razem…

Zaczęłam od listy obciążaczy… tzn spraw, których nie załatwiłam na czas i ciągle jeszcze niby – procesuję, a tak naprawdę tkwię. I załatwiam. Odkreślam, wykorzystuję wolne momenty na wysłanie czegoś i zamknięcie tematu. I do 21go grudnia (gdy zaczynam wakacje świąteczne) zamierzam wyczyścić wszystko!

odkryłam ostatnio, że takie zaległe rzeczy kosztują mnie dużo energii, bo męczą, nachodzą i przypominają się w chwilach odpoczynku… więc slalom gigant w toku, zostało już na szczęście niewiele!

mam też drugą listę – tego, co zacząć powinnam przed końcem roku, by procesować dalej już w 2014, czyli kolejne cele do realizacji.

marzenie na dziś – usiąść w fotelu i zobaczyć, że nic nie ciąży, że czekają na mnie tylko sprawy bieżące lub rozwojowe i że każde nich mają swój czas – teraźniejszy lub przyszły!!!

image

taka afirmacja na zbliżający się koniec ; )

Reklamy